…life goes on in Gaziantep

Gaziantep w doborowym towarzystwie

(Czyli wizyta Gabrysi , jako pretekst do opowiedzenia historii Zeugmy)

5-8 grudzień 2010

Moim pierwszym (i zapewne ostatnim) gościem z Polski była Gabrysia German. Gabrysia spędziła w Gaziantep zaledwie 4 dni, ale jej wizyta była niezwykle miłą odmianą od Tureckiej codzienności. Wieczory w akademiku upływały pod znakiem tradycyjnego studenckiego picia piwska oraz palenia Nargile. Muszę dodać , że Gabi przywiozła nam wiele prezentów z Polski, w postaci jedzenia i naszego rodzimego alkoholu (Żubrówka – mniam!). Przez co uśmiech na naszych twarzach nie zniknął do momentu wykończenia zapasów. Podczas pobytu, pokazaliśmy jej stałe punkty programu, czyli zamek, stary bazar, labirynt uliczek w centrum miasta, Sanko Park – czyli naszą największa galerię handlową oraz Muzeum „Zeugma”. To ciekawe, ale do tej pory, nie miałem okazji odwiedzenia tego, jednego z najważniejszych muzeów w tej części Turcji. Korzystając z okazji poniżej  przybliżę jakże fascynująca (dla mnie) historię miejsca:

(1) Mozaika przedstawiająca Cygankę (?)

(Muzeum) Zeugma (Ζεύγμα)

Zeugma została założona w 300 roku p.n.e, przez jednego z Greckich generałów, podwładnego Aleksandra Wielkiego.  Nazwa miejscowości oznacza po Grecku: „przeprawa, most pontonowy”. W internecie znalazłem taki oto opis, który uzmysłowił mi potęgę i rangę  miejsca:

„(…) Tu, w drodze do Mezopotamii, przekraczały Eufrat armie i karawany kupieckie. Tędy wiódł słynny jedwabny szlak. W czasach rzymskich była Zeugma miastem granicznym i siedzibą legionu. Liczyła wówczas ok. 70 tys. mieszkańcow, ponad trzy razy więcej niż Pompeje. (…)”

Kompleks wykopalisk mieści się  około 40 km na wschód od Gaziantepu, w okolicach wsi Nizip (dokładnie Birecik). Zegume odkryto trochę ponad 30 lat temu, ale prace odkrywkowe, na dobre ruszyły dopiero około roku 87′ , zaraz po rozpoczęciu robót budowlanych nad tamą na rzece Eufrat (odsyłam do tego wpisu). Rozpoczął się dramatyczny wyścig z czasem, ponieważ Zeugma w większości leżała na terenach przeznaczonych na zatopienie. Z tego co wyczytałem w internecie, to archeologowie mieli zaledwie nie całe 2 tygodnie na ratowanie zabytków. Wedy to prace  związane z napełnianiem zbiornika zostały wstrzymane na 10 dni, (co kosztowało rząd Turcji około 10 mln$). Konstrukcja tamy została ukończona, a poziom wody systematycznie się podnosił, zalewając kolejne partie antycznego miasta. Dopiero w roku 2000  woda osiągnęła swój ostateczny poziom. Początkowo powierzchnia Zegumy wynosiła 2000 ha, po całkowitym napełnieniu zbiornika obszar zmniejszył się  do 600 ha. Budowa tamy była gigantyczną inwestycją energetyczną, która dodatkowo miała nawodnić pustynne tereny południowej Turcji. Z tego względu to co miało zostać zalane, schodziło na drugi plan… Zresztą jak pisałem wcześniej, Turcy nie za bardzo przejmują się zabytkami, nawet tej rangi co Zeugma. Na szczęście udało się uratować dużą część zbiorów. Oczywiście przez ostatnie stulecia spora część została ograbiona przez hieny cmentarne i wszelkiego rodzaju rabusiów, ale to też jakoś specjalnie mnie nie dziwi. W tym momencie w Gaziantep kończone są prace nad największym na świecie muzeum mozaiki, w którym przechowywane będą zbiory z całego obszaru Zeugmy. Podczas prac archeologicznych odnaleziono tysiące  mozaiek, rzeźby z brązu, w całości zachowane budynki, monety i wiele  innych bezcennych eksponatów sprzed setek lat. Do najważniejszych zabytków znalezionych w antycznym mieście, bez wątpienia należy fragment mozaiki przedstawiający cygańską dziewczynę w chuście. Niektórzy twierdzą, że mozaika może przedstawiać młodziutkiego Aleksandra Wielkiego. Ten spór chyba nigdy nie zostanie rozwiązany, ale w tym momencie, nie jest to jakoś szczególnie ważne. Sama tajemnicza dziewczyna, której głowa odziana jest w chustę, stała się najważniejszym symbolem Gaziantep!

(2) Jedna z setek mozaiek w muzeum Zeugma

praca niewolnika przez jeden dzień była warta tyle co 4 bochenki chleba albo 375 g oliwy

Gaziantep Üniversitesi – czyli, o studiach, słów kilka

Nie samymi wycieczkami człowiek żyje,  w ramach odsapnięcia od antycznych miast, podróży w dzikie zakątki Turcji  i innych przygód,  druga część wpisu poświęcona będzie bardziej przyziemnym sprawom , a mianowicie Uniwersytetowi. Nauki mamy dość sporo, ale spokojnie można to pogodzić z innymi Erasmusowymi przyjemnościami. W Gaziantepie nie ma wydziału Inżynierii Środowiska, ale na budownictwie jest dość sporo przedmiotów, które pokrywają się z naszym tokiem studiów. Poniżej przedstawiam listę kursów na które uczęszczamy, wraz z króciutkim opisem:

1. Geotechnical Exploration (Najciekawszy przedmiot, uczymy się o badaniach geotechnicznych, przygotowujemy raporty… nawet już jeden egzamin był (76%)… a gdybyśmy zostali na drugi semestr, to może udało by się wyjechać do Dubaju na wycieczkę fakultatywną! szkoda, że Politechnika tak nie rozpieszcza swoich studentów)

2. Natural Hazards (Na zaliczenie mamy głownie prezentacje, do tego kilka dużych prac domowych o wulkanach, trzęsieniach ziemi , powodziach i innych tego typu sprawach. Bez wątpienia najłatwiejszy przedmiot)

3. Pipe And open Chanel Hydraulics (projekt z sieci wodociągowej w EpaNecie (CROSS) i sieci kanalizacyjnej.  Jak dotąd, najprzyjemniej mi się pracowało nad tym tematem, ale szkoda, że sami musieliśmy się nauczyć EpaNeta bo nauczyciel nie miał o nim zielonego pojęcia)

4. Costal Pollution (coś jak OCHRONA WÓD! – zainteresowani wiedza o co chodzi… Tysiące wzorów z których nic nie rozumiemy a musimy udawać, że wszystko jest dla nas logiczne. Do tego zadania domowe, na ten sam temat- męczarnia ! )

5. Experimental Methods in Civil Eng. Hydrology (na początku były jakieś różniczki, ale później zaczęliśmy się uczyć o bardziej przyziemnych sprawach jak na przykład przepływomierze. Przyjemy przedmiot, ale dużo pracy trzeba włożyć w prezentacje , bo z zajęć na zajęcia sami opracowujemy kolejne zagadnienia)

6. Costal Hydraulics (kolejny przedmiot z którego mało co rozumiemy. W zasadzie od 3 miesięcy wałkujemy temat Turbulencji, we wszystkich możliwych postaciach. Temat nie należy do najłatwiejszych, a podręcznik jest napisany takim językiem, że nawet jak by był po polsku, to mało co bym z niego rozumiał, no ale trzeba walczyć! w końcu w Polsce nie takie przeszkody się pokonywało)

I to by było na tyle gadania o studiach (oczywiście w tym wpisie)… w kolejnym poście , postaram się  pokrótce opisać  kampus, na którym żyjemy… A teraz przejdźmy do przyjemniejszych tematów:

Kilka historii z Gaziantepu

na rozgrzewkę, dwa zdjęcia z tureckiej jezdni…

(3) UWAGA! Turcy na drodze

To , bynajmniej nie jest korek … a samochody wcale nie stoją w miejscu…

(4) Bezpieczeństwo, przede wszystkim …

Gdy widzę takie sytuacje (a uwierzcie mi! , w Turcji jest tego pełno),  próbuje się postawić w sytuacji rodziców tego dziecka. ja rozumiem, że można ufać ludziom, ale gdyby, kierowca auta w którym jechaliśmy, nie wyhamował i uderzył w poprzedni samochód. Ta dziewczynka zamieniła by się w krwawą plamę, na przedniej szybie.

Podczas ubiegłych tygodni spędzonych w Gaziantep, mogliśmy zobaczyć między innymi ogród botaniczny oraz Ormiański kościół przerobiony na meczet.

Kościół Najświętszej Marii Panny

(5) chłopiec spoglądający na żyrandol w meczecie kościele

Kościół powstał w roku 1892, jego pierwotna nazwa brzmiała Kościół Najświętrzej Marii Panny.  Budowla została wzniesiona przez miejscowych Ormian w miejscu gdzie znajdowały się jaskinie, w których odprawiane były nabożeństwa. Podczas pierwszej wojny światowej świątynia została odebrana ludności Ormiańskiej, a budynek został przekształcony na więzienie. Wewnątrz skonstruowano drewniane podesty, tworzące kondygnacje, na których znajdowały się cele. W środku budynku mogło być nawet przetrzymywanych do 1000 więźniów, biorąc pod uwagę powierzchnie konstrukcji, jest to niewyobrażalnie duża liczba! Podczas I wojny światowej na terenie Turcji doszło do masowych mordów Ormian. Nie oszczędzono nawet kobiet i dzieci, wielu wypędzono na  pustynie Syryjską, gdzie bez wody i ochrony przed słońcem ginęli w męczarniach.  Szacuje się, że podczas tej  przerażającej czystki etnicznej (do której, swoją drogą Turcja nie chce się przyznać) zginęło nawet 2 mln Ormian.  Po wojnie  świątynia została przekształcona w meczet. Dobudowano dwa minarety, zdjęto wszystkie krzyże oraz chrześcijańskie symbole . W miejscu w którym kiedyś stał ołtarz , dziś wisi ogromna Turecka flaga (patrz zdjęcie powyżej) . W niektórych miejscach dalej widnieją ślady po krzyżach, których nie udało się usunąć. Kościół jest największym znanym Ormiański Kościół na Bliskim Wschodzie

Gaziantep! şampiyon!

12 grudzień 2010

Kolejnym ciekawym wydarzeniem w jakim mieliśmy okazje uczestniczyć, był mecz ligi Tureckiej: Gaziantep kontra Kayseri. Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla naszego Antepu. Obeszło się bez jakichś większych chuligańskich wybryków, no może poza kilkoma ogniskami na siedzeniach… Ale podejrzewam, że lokalnym po prostu było zimno. (Tego dnia prawie cały czas padało, a temperatura spadła do około 10 stopni). Za dwa tygodnie nasza drużyna zmierzy się z Galatasaray Istanbul, będzie się trzeba solidnie uzbroić i wybrać na to spotkanie !

(6) Gaziantep! şampiyon!


Gaziantep – w labiryncie uliczek

Tym razem nie będzie obszernych opisów… tak dla odmiany. Dziś Foto relacja z krótkiej wycieczki po uliczkach Gaziantepu, na którą wybrałem się po napisaniu egzaminu (w Turcji są 4 sesje egzaminacyjne w ciągu roku akademickiego, a nie dwie jak w Polsce!) Zapraszam do oglądania i komentowania !

(1) Turcy odpoczywający przed jedną z kamienic w centrum miasta

(2) Obwoźny sklepik z warzywami. Popularny w Turcji sposób handlu

(3) Magda i Tureckie kobiety z dziećmi.

(4) Konik na biegunach na dachu jednego z domów

(5) Tureckie dzieciaki


(6) Chłopiec, jego koń i kolejny obwoźny sklepik z warzywami , w oddali pustynia

(7) jedna z setek wąskich krętych uliczek Gaziantepu

(8) Życie Uliczne

(9) ja na tle panoramy miasta, z tyłu pustynia

(10)…This is a man’s world

(11) W Turcji chodzenie „pod rękę” przez mężczyzn, jest na porządku dziennym

(12) Tabliczka nad drzwiami do domu


(13) staruszek

(14) Turecka gościnność i otwartość

Wycieczka nad Rzeke Eufrat oraz inne poboczne wydarzenia


Po zakupie biletu na samolot (ponad 100 Euro) oraz wpłaceniu pieniędzy za akademik (4 miesiące – 400 Euro) zdaliśmy sobie sprawę, że jednak nie mamy, aż tylu funduszy, żeby sobie swobodnie podróżować  (a tym bardziej imprezować : cena piwa w sklepie  – ok 5 zł , wódka około 50 zł za 0,7 l ). Więc ostatnimi czasy decydowaliśmy się raczej na skromniejsze wycieczki. (plany dalej mamy dość poważne – Kapadocja, Syria, Liban).  Chyba najważniejszym wypadem ostatnich dwóch tygodni była wycieczka nad rzekę Eufrat (7.11.2010) … Tak, tak to właśnie ta rzeka o której uczyliśmy się w szkole na historii przy Mezopotamii i pierwszych cywilizacjach. Autobusem dojechaliśmy do niewielkiego miasta Nizip.  I naprawdę, Gaziantep w porównaniu do tego liczącego niecałe 100tyś mieszkańców miasteczka jest wspaniałą, cywilizowaną metropolią… Takiego hardkoru to dawno nie widziałem. Jak dowiedziałem się później jeżeli chcę zobaczyć ulice spływające krwią podczas święta Bajram (święto poświecenia, wypadające gdzieś w połowie listopada) to właśnie tutaj. W Gaziantep podobno zabijanie owiec  na ulicy jest zabronione. Dla tych którzy nie wiedzą co to za święto, pokrótce wyjaśnię. Każda muzułmańska rodzina zabija owce w rytualny sposób, przez poderznięcie jej gardła, w kierunku Mekki. Przed rytuałem należy obmyć się 5 razy. Mogłem coś przekręcić ale generalnie o to w tym wszystkim chodzi. 1/3 mięsa zostaje przekazana biednym ludziom. Idea jest szlachetna, ale wykonanie może, nie jednego przyprawić o dreszcze. W cywilizowanych miastach są specjalne pomieszczenia do ubijania biednych owieczek , ale na wsiach czy mniejszych miastach, ludzie „poświęcają” owce, przed wejściem do swoich domów. Podobno niekiedy całe ulice spływają krwią zarzniętych owieczek… To tak w ramach spoilera, zapewne za trochę ponad tydzień, na blogu pojawi się obszerniejsza relacja z tego muzułmańskiego święta. Ale wróćmy do tematu. Autobusem dojechaliśmy w okolicę zapory, tam przesiedliśmy się na statek który zabrał nas w rejs po Eufracie.  Zapora jest dość nowa, jej budowa została rozpoczęta w 1985 roku. Aż 9 miejscowości musiało zostać zalanych gdy konstrukcja została ukończona. I tak jak widać na zdjęciach poniżej, z wody wystają minarety i zalane domy. W niektórych z nich nawet mieszkają ludzie. I to była chyba najciekawsza część wycieczki. Naprawdę spodziewałem się dużo , dużo więcej po tej legendarnej rzece… I osobiście odradzam tą wycieczkę. Jedyne z czego byłem w pełni zadowolony to pogoda. Czyste niebo, temperatura ponad 25 stopni, coś pięknego… Koledzy z akademika nawet zdecydowali się na kąpiel.

Przez ostatnie dni po mojej głowie chodzi jedno bardzo istotne pytanie , jaka właściwie jest tutaj pora roku? Kaloryfery w akademiku grzeją 24 godziny na dobę. W nocy musimy otwierać okna na oścież bo ciężko jest wytrzymać . Oczywiście , zdażają się chłodniejsze dni (i wbrew pozorom zimne noce) ale z tymi kaloryferami to lekka przesada. Ja osobiście chodzę po uniwersytecie w krótkich spodenkach, czasem Turcy krzywo się na mnie patrzą , ale nie będę się katował jak na polu są tak wysokie temperatury.

(1) płot odgradzający przystań od zapory (oraz obowiązkowe śmieci)


(2) Klarownie czysta woda rzeki Eufrat (o dziwo)

(3) zalana miejscowość

(4) Minaret

Ostatnimi czasy zajęcia na uczelni zaczęły nabierać rumieńców. Mamy coraz więcej zadań  domowych, projektów, prezentacji oraz pojawiły się pierwsze kolokwia. Tak więc nie było za wiele czasu na zwiedzanie. Poniżej załączam niewielką porcję  tego co udało mi się zaobserwować podczas spacerów po Gaziantep.

(5) Paradise” – jeden ze sklepów niedaleko centrum miasta

„Inaczej niż w raju”- widzieliście ten film ?

(6) Nie, to nie slumsy, to jedna z uliczek w centrum miasta

(zdjęcie zrobione przy zachodzącym słońcu, dlatego takie ciemne – uprzedzam pytania)

(7) kolejna wycieczka na bazar, jak widać , nie tylko Tureckie rękodzieło można tam kupić

(8) jak wyżej

(9) jedna z ciasnych, krętych uliczek Gaziantepu, nocą

(10) Jeden z wielu ulicznych straganów


ZOO (31.10.2010)

W ramach poznawania Gaziantepu, jednego dnia wybraliśmy się do tutejszego ZOO. Szczerze mówiąc, bez fajerwerków. Była żyrafa, były niedźwiedzie i inne małpy też były. Ogólnie rzecz biorąc, nic ciekawego i nadzwyczajnego. Jako ciekawostkę mogę dodać  że Lew po Turecku to Aslan. Dla tych bardziej oczytanych, może to nasuwać skojarzenia z „Opowieścami z Narnii”. Poniżej tylko jedno foto… …I na koniec zdjęcie panoramy pustyni, zrobionej na obrzeżach Gaziantep.

(12) Panorama

po więcej fotek odsyłam na mojego Facebooka.

Do usłyszenia !

Pierwszy miesiąc na Erazmusie – podsumowanie


Dziś o godzinie 2:00 w nocy minie miesiąc od momentu w którym rozpoczęła się moja wielka przygoda z Erasmusem. Nowy (drugi) miesiąc rozpocznę z wielką pompą i fajerwerkami, a mianowicie wycieczką do Istambulu(!) . Miasta, o którego odwiedzeniu marzyłem już od dłuższego czasu. Po powrocie zapewne dodam wiele materiałów . Dlatego w ramach zakąski, postanowiłem napisać posta podsumowującego pierwszy miesiąc. Oprócz wycieczek do Alanii oraz Eskisehir działo się tu naprawdę wiele. Poniżej przedstawiam małe podsumowanie najważniejszych wydarzeń.

Gaziantep znacznie różni się od innych miejsc w których odbywa się Erazmus. Tutaj w odróżnieniu od Europejskich miast jest tylko kilkunastu „Erazmusów” (około 20), za to,  na uniwersytecie można spotkać wielu zagranicznych studentów, głownie z Azji oraz Afryki. W szczególności na naszym wydziale jest ich mnóstwo. I takim o to sposobem mamy kolegów z Madagaskaru, Mongolii, Nigerii , Iranu, Iraku  i innych „hardkorowych” miejsc. (to o wiele ciekawsze niż banda Włochów czy Hiszpanów o trudnej do odgadnięcia orientacji seksualnej, nieprawdaż?!)  Ciekawostką jest to , że na naszym Uniwerku, tylko zajęcia ze studiów inżynierskich oraz medycyny są po angielsku, reszta przedmiotów wykładana jest po Turecku.  Ale wracając do tematu… władze uczelni, zorganizowały spotkanie zagranicznych studentów, które miało na celu integracje obcokrajowców.  Na początku zostaliśmy zaproszeni do rady miasta, gdzie przywitano nas standardową  nudną pogadanką. Następnie szybki obiad i zwiedzenia miasta. W centralnym punkcie Gaziantepu stoi niezwykle interesujący zamek oraz zabytkowa łaźnia turecka, jednak z powodu zbyt dużej ilości studentów nie było nam dane zwiedzanie tych obiektów (na pewno wybiorę się tam w najbliższej przyszłości).  Zabrano nas za to do ekstremalnie nudnego muzeum historii miasta, gdzie poza kilkoma fotkami i kiczowatymi kukłami przedstawiającymi rodowitą ludność Gaziantepu nie było tam nic godnego uwagi. Na zakończenie dnia udaliśmy się do największej galerii handlowej w mieście – Sanko Park. Centrum nie wiele różni się od tych które znamy z Polski , drobną różnicą jest bramka przy wejściu (dokładnie taka sama jak na lotnisku! ) na której strażnicy kontrolują czy nie wnosi się żadnej broni, itp. Podobno jest to konieczne … trudno się dziwić biorąc pod uwagę położenie geograficzne Gaziantepu. W mieście jest kilka centrów handlowych, w tym znane z Polski M1. Ciekawostką jest to, że obok galerii  znajduję się tzw. „M2” czyli tutejsza agencja towarzyska. Ale wracając do tematu … rzecz która najbardziej mną wstrząsnęła, to totalny „syf”  (to najwłaściwsze słowo) we wszelkiego rodzaju restauracjach typu Mc Donald, Burger King, itp. Turcy  nie sprzątają po sobie, zostawiają śmieci (zdjęcie 5) , a kolejni klienci, jeżeli mają kaprys to czasem je przekładają na inny stolik , a jak nie , to jedzą z tym co zostało po poprzednikach. Ja rozumiem, że Polaków można posądzać o to, że lubimy sobie chlupnąc, ale Turcy brudasami w mojej opinii są i chyba nic tego nie zmieni.

Poniżej kilka fotek  z wycieczki :

(1) Zamek i łażnia Turecka  w centrum Gaziantepu

(2) figury tureckich żołnierzy na murze obronnym zamku

(3) koleżanki z uniwerku

(4) Sanko Park

(5) Fast Food po turecku (tzw. „syf, kiła i mogiła”)

(6)Jedna z uliczek w centrum miasta


Kolejnym ważnym wydarzeniem które miało miejsce w ubiegłym miesiącu był „Efes Blues Festival” , największa tego typu  impreza w Gaziantepie.  Niestety nasze miasto nie jest kulturalnym pępkiem Turcji… prawdę mówiąc, to z kulturą nie ma zbyt wiele wspólnego.  Ale nie ma co narzekać! Festiwal ( o dziwo! ) nie wiele różnił się od tego typu imprez w Polsce. Było piwo Efes (nawet nie rozwodnione!), było trzech zagranicznych wykonawców, nawet publiczność dopisała! A to wszystko za 15 TL (~ 30 zł ). W zasadzie to nie ma co opisywać, no może poza zaprzyjaźnionym Turkiem którym odwoził nas autem, w stanie wyjątkowej nietrzeźwości (porażka!). Zresztą ten precedens tutaj to chleb powszedni. Jak już opisywałem we wcześniejszych postach na Gaziantepskich drogach dzieją się dantejskie sceny! 8 osób w aucie zarejestrowanym na 5 nie robi na nikim wrażenia, podobnie jak jazda z podwójną ciągłą pomiędzy kołami. A o zapinaniu pasów  bezpieczeństwa to chyba nikt tutaj nie słyszał. Ale na koniec tego akapitu powróćmy na chwilę do kwestii muzyki. Turcy są wyjątkowo zamknięci na wszelkiego rodzaju „sztukę”, która nie jest w ich rodowitym języku. I nie mówię tu o jakiejś skomplikowanej muzyce alternatywnej, tylko o najpopularniejszych zespołach. Jak przychodzimy na imprezę i puszczamy MTV (tak , tak , w Turcji na MTV lecą zagraniczne piosenki zamiast durnych programów!) to ludzie patrzą się na nas co najmniej dziwnie . Ale przyjechałem tu, nie po to żeby słuchać swoich ulubionych wykonawców, ale żeby poznawać nowa kulturę… no i poznałem takie kwiatuszki jak TO. Jak się komuś nudzi to może sobie przesłuchać, oczywiście  na własną odpowiedzialność !

(7*) Efes Pilsen Blues Festival @ Gaziantep

Poza tym, w naszym akademiku dzieje się  naprawdę bardzo dużo ! Ale raczej nie będę się rozpisywał , bo jak już wcześniej wspominałem , nie mam zamiaru opisywać tutaj swoich alkoholowych przygód (o tym pogadamy po powrocie!). Ale wracając do tematu, to do ważnych wydarzeń na pewno należy zaliczyć obiad Polsko – Turecki.  Zaprosiliśmy najbliższych Tureckich przyjaciół (kanka) na skromny poczęstunek – barszcz czerwony, krokiety, kotlet z ziemniakami , racuchy. W zamian nasi znajomi odwdzięczyli się tradycyjnym Tureckim obiadem. Ciężko mi napisać nazwy potraw które tam konsumowaliśmy, ale były naprawdę bardzo smaczne ( i bardzo pikantne , jak wszystko w Gaziantep).  W najbliższym czasie na moim blogu postaram się zamieszczać posty tematyczne. Na pewno jeden z nich będzie dotyczył Tureckiej ( Gaziantepskiej) kuchni !

(8*) Tradycyjny Turecki obiad

Musze już kończyć, bo miał być tylko post „zapychacz”,  a troszeczkę się rozpisałem…   Mimo, że odrobinkę narzekam (kolejna wada Polaków, którą bardzo łatwo zauważyć przy zetknięciu z innymi kulturami) to uważam, że Turcja jest genialnym miejscem na spędzenie Erazmusa! Ludzie życzliwi i pomocni tak jak nigdzie indziej !  Przez pierwszy miesiąc poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi i  miejsc! Przede mną jeszcze 3 miesiące studiów w Turcji, więc jeszcze wiele postów zamieszczę na tym blogu.  Teraz lecę pakować plecak , bo jutro o 15 trzeba łapać samolot do Istambulu…

Do usłyszenia za około tydzień  !

*zdjęcie 7 i 8 dzięki uprzejmości kanka z akademika

więcej zdjęć z „International students meeting” tu

Turecki Bazar

Dalej nie ma internetu… Dziś krótka Foto Relacja z  bazaru, na którym kupiliśmy fajkę wodną 🙂