Syria 22 – 29 Listopada 2010 // część 5 (Aleppo)

Ciąg dalszy wpisu Syria 22 – 29 Listopada 2010 // część 4

9. Aleppo (po raz drugi)

… Podróż pociągiem trwała około 5 godzin , więc mieliśmy dużo czasu na rozmowy i inne głupoty. Przez większość drogi, analizowaliśmy różnice pomiędzy alfabetem arabskim i  łacińskim. Przykładowo w tamtejszym alfabecie, w ogóle nie występuję litera „p”. Ale to nie przeszkadza w tłumaczeniu większości nazw zagranicznych produktów, dostępnych na rynku, na język arabski. I tak przykładowo, na Bliskim Wschodzie nie zjemy „Pringelsów” tylko „Brindżliz” zamiast „Pepsi” jest „Bibsi” a lokalne zarobasy nie jeżdżą „Porshe” tylko „Burszhu”.  Mieliśmy naprawdę mnóstwo zabawy, analizując te wszystkie różnice, a potem pisząc nasze imiona i nazwiska po Arabsku. Nie chce się tutaj, wymądrzać na temat języka, którego nie znam, ale z tego co się dowiedziałem, to w Arabskim występuje kilka form liter, w zależności od usytuowania w wyrazie. Więc dana litera może wyglądać inaczej na początku wyrazu , a inaczej na końcu czy środku. To, że zdania czyta się od prawej do lewej , chyba nikomu nie muszę tłumaczyć…

Abstrahując od faktu, że jechaliśmy w wagonie  który wyglądał , jakby w swojej historii miał spotkanie z bandą partyzantów, uzbrojonych w karabiny maszynowe, podczas drogi mieliśmy jeszcze jedną niepokojącą przygodę. (to chyba najwłaściwsze słowo) . Co jakiś czas, środkiem pociągu przechodził pomywacz i przecierał podłogę. Chłopak chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że jedzie z nami człowiek, który rozumie Arabski. Gdy za którymś z kolei razem, mijał nasze fotele, powiedział pod nosem, coś   niestosownego w stosunku do dziewczyn. Nasz Syryjski kolega usłyszał to, od razu poszedł do menadżera pociągu. Akurat wtedy siedziałem w wagonie restauracyjnym, gdzie rozegrała się cała sytuacja. Menadżer złapał chłopaka, zaczął go bić po twarzy z otwartej ręki, kopać i urządził mu straszną aferę, na końcu której zagroził wylaniem z pracy. Pomywacz przeraził się i zaczął całować naszego kolegę w policzek na przeproszenie.  Siedziałem na tamtym fotelu ze szklanką herbaty w ręku i daje słowo, że nie wiedziałem co powiedzieć. Po całym zdarzeniu, próbowałem wyobrazić sobie taką sytuację w Europie.

Z cyklu ciekawostek konstrukcyjnych mogę dodać, że pociąg zamiast normalnej toalety, wyposażony był w tradycyjną Arabską dziurę w podłodze. Co dla większości z nas było przeszkodą nie do pokonania. Ale może nie będę rozwijać tego tematu…

Do Aleppo dojechaliśmy planowo. Na szczęście z dworca do hotelu nie było jakoś strasznie daleko, więc urządziliśmy sobie spacer. Droga prowadziła przez dobrze rozwiniętą dzielnicę, pełną nowoczesnych budynków, które mieszały się z zabytkowymi kamienicami. Niektóre z nich przypominały francuskie budownictwo, rodem z centrum Paryża, inne surowe art deco, niczym z Nowego Yorku lat 30. Wszystko , ładnie się ze sobą komponowało i pozostawiało dobre wrażenia estetyczne.

Późnym wieczorem wybraliśmy się na kolejną imprezę z Arabskim karaoke i potańcówką … męczarnia !  ale na szczęście wszystko było za darmo .

(1) Ulica w centrum Aleppo

dzień 7

Ostatni dzień w Aleppo w zasadzie w całości spędziliśmy na zakupach. Ale zanim zaczęliśmy wydawać pieniądze, odwiedziliśmy cytadele, która podczas poprzedniej wizyty w mieście była zamknięta. Twierdza jest jedną z największych i najstarszych budowli tego typu na świecie.  Pierwsze wzmianki o cytadeli pochodzą z III wieku p.n.e. Z góry zamkowej rozprzestrzeniał się wspaniały widok. Panorama miasta aż zapierała dech w piersiach. Większość budynków wykonana była z jasnego kamienia, który do granic możliwości podkreślał pustynną atmosferę miasta. Płaskie dachy budynków pokryte były dziesiątkami, pordzewiałych anten satelitarnych.  Gdzieś tam w oddali wyrastały drapacze chmur oraz wszechobecne minarety. W momencie gdy stałem na jednym z punktów widokowych i obserwowałem miasto, zdałem sobie sprawę, jak wielkie jest Aleppo. Wiedziałem, że jest to druga co do wielkości aglomeracja w Syrii (zaraz po Damaszku) ale czegoś takiego się nie spodziewałem. Rozejrzałem się w każdym kierunku i zdałem sobie sprawę , że nie jestem w stanie zauważyć końca zabudowań…

(2) Panorama Aleppo z góry zamkowej

(3) dzieci grające w piłkę w fosie

(4) Palmy pod cytadelą


Na zamku spędziliśmy trochę ponad godzinę, odwiedziliśmy niemalże wszystkie interesujące punkty twierdzy, po czym skierowaliśmy się w stronę bazaru. Jak już wcześniej wspominałem, Souk w większości usytuowany był pod ziemią. Wędrując labiryntem wąskich, długich uliczek mijaliśmy kolejne „działy”. Na tym wielkim bazarze, wszystkie  stragany pogrupowane były według pewnego klucza. Tekstylia osobno, obuwie osobno, mydła i kosmetyki osobno i tak dalej i tak dalej. Wewnątrz Souku panował niewyobrażalny ścisk. Tysiące osób starało się przeciskać, nie raz klaustrofobicznie ciasnymi tunelami, co po pewnym czasie zaczęło się stawać uciążliwe. Zdarzały się momenty, że Arabowie poruszali się po Souku na grzbietach osiołków. Przez kilka godzin kluczyliśmy po uliczkach w poszukiwaniu interesujących nas produktów. Większość z nas kupiła tradycyjne , mydło wykonywane z naturalnych składników oraz kaszmirowe szale i arafatki. Podczas tego niezwykle długiego spaceru. mogłem zaobserwować wiele interesujących rzeczy, tak odległych od tego co możemy spotkać w Europie. Najbardziej interesującym dla mnie fragmentem bazaru (oczywiście pod względem badania różnic kulturowych!) były punkty gdzie sprzedawano mięso. Czasami przed sklepami, powystawiane były stoły na których sprzedawcy eksponowali swoje produkty. Nieraz całe głowy owiec leżały, poukładane na blatach w rządku. Na hakach z mięsem wisiało wszystko, od genitaliów po płuca i serca. Ten widok na długo zostanie w mojej pamięci.

(5) haki z mięsem

„You’ve Seen the Butcher”

Anegdotka 2

W ramach przerwy, mała anegdotka na temat sprzedawców mięsa, usłyszana w Gaziantepie. Pewien Syryjski sprzedawca  (pałający rządzą zysku), sprzedawał mięso świni, wmawiając klientom, że kupują od niego owce. Cała sprawa wyszła na jaw, mężczyznę złapano i za karę obcięto mu dłonie … To  się nazywa dopiero  „pokładanie komuś świni”

(jak nie wiecie, ale interesuje was , gdzie jest pierwsza anegdotka, zapraszam do Wpisu 1 )

(6) Krótka lekcja anatomii na jednej z uliczek w Aleppo

(7) jak wyżej.

Niektóre części Souku były wyjątkowo obskurne. Rynsztokiem płynęły wszelkie nieczystości z całego targu. Reszki mięsa, warzyw, które wymieszane z wodą wydzielały trudny do wytrzymania fetor.

(8) Przyprawy

Wieczorem, w ramach kontrastu do tego co zobaczyliśmy za dnia na bazarze, wybraliśmy się do bardziej rozwiniętej części ormiańskiej. Mieliśmy okazję zobaczyć wiele interesujących kościołów oraz nowoczesnych budynków. Ulice które zobaczyliśmy, były schludne i czyste. Nawet ludzie wyglądali jakoś tak inaczej od tych, których mieliśmy okazję obserwować na co dzień w Turcji. Ta wieczorna przechadzka uświadomiła mi, że Syria tak naprawdę jest krajem dopiero rozwijającym się , pełnym kontrastów ale też posiadającym wiele perspektyw na przyszłość. We wszystkim tym, co się słyszy w mediach, czy opowieściach o tym kraju , oczywiście jest pewno małe ziarenko prawdy,  ale generalnie, wszystkie te opinie są grubo przesadzone.

(9) cała grupa z Yellowmanem , mężczyzną który w swojej garderobie ma tylko żółte rzeczy, dzięki temu stał się atrakcją Aleppo

Po tygodniu podróżowania i tych wszystkich przygód, ostatniego dnia nie mieliśmy nawet siły na imprezę. Zaraz po kolacji wszyscy położyliśmy się do łóżek i momentalnie zasnęliśmy …

10. Epilog (Aleppo – Killis – Gaziantep)

dzień 8

W poniedziałkowy poranek nie zostało nam wiele rzeczy do załatwienia. Niektórzy z naszej grupy wybrali się na ostateczne zakupy, inni na pocztę.  Mimo, że cała wycieczka była niesamowita, po takich ośmiu, niezwykle intensywnych dniach ,cieszyłem się, że wracam do Gaziantepu. Tym razem, nie kombinowaliśmy ze środkiem transportu. Wzięliśmy taksówkę, za którą w przeliczeniu i tak zapłaciliśmy nie wielkie pieniądze. Przejście przez granice odbyło się bez większych problemów. Prawdę mówiąc moglibyśmy przewieść  dosłownie wszystko, bo nikt nas nie kontrolował. Po uiszczeniu obowiązkowej opłaty wyjazdowej (500syp) mogliśmy opuścić terytorium Syrii. Nie będę owijać w bawełnę bo to naprawdę nie ma sensu, powiem tylko tyle, że ten wyjazd był jedną z większych przygód jaką przeżyłem w swoim 24 letnim życiu. I jeżeli ktokolwiek z was, będzie miał okazje odwiedzić Bliski Wschód (nie koniecznie na zorganizowanej wycieczce) to zróbcie to bez wahania !

KONIEC

(…części 5 i ostatniej, w kolejnym wpisie wracamy ponownie na terytorium Turcji)

***WIĘCEJ ZDJĘĆ Z SYRII TUTAJ***

(10) jeszcze jedno zdjęcie twierdzy w Aleppo na „pożegnanie

Reklamy

4 Responses to Syria 22 – 29 Listopada 2010 // część 5 (Aleppo)

  1. Pati says:

    Bohun w takim bądź razie czekam na Twoją kolejną wycieczkę! 🙂 a anegdotka z podkładaniem świń genialna:D 🙂

  2. Magda W says:

    Świetne!! A historia z pociągu – mega – niejednej osobie w Polsce przydałaby się taka „reprymenda”;))

  3. dewoj says:

    Ile łącznie kosztował tydzień w Syrii?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: