Syria 22 – 29 Listopada 2010 // część 1

Bohun conquers Turkey presents:

B o h u n    c o n q u e r s    S y r i a

Gdy pomyślę sobie o tym, że dla przeciętnego Polaka w moim wieku, przygodą życia jest wyjazd na zorganizowaną wycieczkę do Grecji lub Hiszpanii i jazda na „bananie” czy nartach wodnych przyczepionych za motorówką, uświadamiam sobie jakim szczęściarzem jestem! Każdy poszczególny dzień spędzony w Syrii, mógł by być dla mnie wspomnieniem na całe życie, a byłem tam ponad tydzień. Zapraszam do przeczytania relacji z tej niesamowitej wycieczki, bo działo się naprawdę dużo: od spania na dachu hotelu w Damaszku po podróż przez pustynie w hipisowskim autobusie. A o whiskey za 9 zł i Lucy Strike’ach za 3 zł  już nie wspomnę… Zapraszam do czytania i komentowania.

1. Prolog : Gaziantep – Killis – Aleppo

Z wyjazdem do Syrii, tak naprawdę nic nie było pewne na 100%. Nasi znajomi z Erasmusa, studiujący w całej Turcji, którzy próbowali przekroczyć granicę podczas Bajramu, wracali do domów (akademików) z pieczątką odmawiająca wjazdu. Straż graniczna nie wydawała wiz praktycznie nikomu, nie zależnie od pochodzenia czy wieku. Wydawało nam się, że mogło to być spowodowane wyżej wymienionym muzułmańskim świętem,  które odbywało się zaraz przed naszym wyjazdem. (mylnie sądziliśmy, że po zakończeniu święta ofiarowania, wszystko wróci do normy i wizy na nowo będą wydawane). Koleżanki z Samsun, z którymi mieliśmy przyjemność, podróżować po Syrii, przez ostatnie 2 tygodnie, próbowały przekroczyć granice kilka razy, dopiero za trzecim się udało!

W poniedziałek rano, wszyscy razem (4 Erazmusów z Samsun + 6 z Gaziantep), udaliśmy się do Syryjskiej ambasady w Gazinatepie. Wydawało nam się, że bez problemu dostaniemy turystyczną wizę, więc wraz ze sobą zabraliśmy wszystkie bagaże. Niestety na miejscu okazało się, że przekroczenie granicy nie będzie, aż takie proste. Urzędnik powiedział nam, że musimy mieć dokumenty z uniwersytetu , a dziewczyny z Samsun dodatkowo papiery z Polskiej ambasady w Ankarze. Wtedy, może, za kilka dni dostaniemy upragniony papier. Ja osobiście byłem załamany i ze spuszczoną głową, chciałem wracać na kampus po wymagane pisma. Jednak Dziewczyny z Samsun nie chciały poddać się tak łatwo…  Po krótkiej rozmowie, zdecydowaliśmy się , zaryzykować i pojechać „w ciemno”, na przejście graniczne w Killis- miasta oddalonego o około 60 km od Gaziantep i tam, jakimś cudem zdobyć wizę turystyczną. W między czasie Monika , jedna z koleżanek z Samsun, postanowiła uruchomić wszelkie możliwe znajomości, żeby zwiększyć szanse na przekroczenie granicy jeszcze tamtego dnia. Pewien Syryjczyk, którego poznała przez internet (couch surfing), pracownik biura turystycznego mógł załatwić nam wizę grupową.  Gdy w końcu dostaliśmy się na dworzec  (w godzinach szczytu , przedostanie się przez zakorkowane Gaziantep, wcale nie jest takie łatwe!) Monice udało się załatwić z mężczyzną, że ten podjedzie po nas na Syryjską granicę i tam spróbuje zdobyć wizę… Jednak w pierwszej kolejności musieliśmy przefaksować ksera paszportów , co też okazało się nie lada wyzwaniem. Po kilkunastu minutach  wszystko zaczęło układać się w dobrym kierunku. Jednak nauczeni doświadczeniami, dziewczyn oraz innych Erazmusów, wiedzieliśmy, że tak naprawdę nic nie jest pewne i dopóki nie staniemy na Syryjskiej ziemi (piasku) nie mamy z czego się cieszyć…

Busikiem dojechaliśmy do Killis i tu zaczęły się pierwsze problemy. Musieliśmy wziąć taksówkę żeby przedostać się  przez pas ziemi niczyjej, który ciągnął się pomiędzy terytoriami obu państw. Na miejscu stało kilka samochodów,  jednak cena jaką podyktowali za kurs z Killis do Syryjskiego przejścia granicznego była porażająca. Na niedomiar złego Syryjczyk, kazał nam się pośpieszyć bo już czekał na przejściu. Nie było czasu na targowanie, ani na łapanie stopa. Zgodziliśmy się na złodziejskie warunki taksówkarzy i pojechaliśmy w stronę granicy…

Przez Tureckie przejście udało nam się przedostać dość gładko, mimo, że musieliśmy pokonać chyba z 3 kontrolę. Cały czas desperacko pilnowaliśmy paszportów, bo dokument z logo EU, jest nie lada kąskiem dla tutejszych złodziei. Sztuczny uśmiech nie schodził nam z twarzy i cały czas modliliśmy się, żeby tylko celnicy nie wyskoczyli z jakimś problemem, który uniemożliwił by nam przejście na Syryjską stronę. (takim powodem mogła być na przykład dwukrotna odmowa wjazdu na terytorium Syrii dla naszych koleżanek z Samsun). Jednak wszystko poszło gładko. Przejechaliśmy, mniej więcej kilometrowy odcinek ziemi niczyjej . Dookoła wąskiej drogi ciągnęły się zasieki z drutów kolczastych, wieżyczki strażnicze i złowieszczo wyglądające tabliczki ostrzegające przed polem minowym.

Przy wejściu do budynku w którym odbywała się kontrola paszportowa spotkaliśmy Raniego, tajemniczego Syryjczyka z którym rozmawiała Monika. Był to nie wysoki człowiek, w dobrze skrojonym garniturze mówiący z lekkim Australijskim akcentem. Mężczyzna przyjechał ze swoim szefem i razem, jakimś cudem udało im się załatwić papiery, pozwalające nam wjechać na terytorium Syrii. Jak się później dowiedzieliśmy, to nie Bajram był przyczyną problemów, a nowy szef działu wydawania wiz w Damaszku… jednak nam się udało dostać upragnione pozwolenie na wjazd. Wszystko zaczęło iść niewyobrażalnie gładko. I przyznam, że przez prawie cały czas obawiałem się, że w pewnym momencie założą nam kaptury na głowę , mnie z Mateuszem potną na organy a dziewczyny trafią do burdeli… Jednak teraz , kiedy siedzę w akademiku i pisze te słowa mogę powiedzieć jedno: mieliśmy niewyobrażalnie szczęście, że spotkaliśmy Raniego. Między innymi, dzięki niemu ten wyjazd był tak genialny ! Po dokonaniu wszystkich formalności, dowidzieliśmy się, że mamy wizę grupową i wszystko jest okej, ale nie możemy opuścić Syrii w terminie innym niż 29 listopada. Niby wszystko fajnie, jednak ta wiadomość pokrzyżowała nasze finansowe plany, bo początkowo mieliśmy jechać do Syrii na 5-6 dni … i też na taki okres czasu przygotowaliśmy się finansowo.

2. pierwsza noc w Aleppo حلب

„show me the way to the next whiskey bar”


Do Aleppo dostaliśmy się późnym wieczorem.  Rani zaprowadził nas do hotelu i zaproponował kolacje. Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania. W restauracji przeżyliśmy pierwszy szok cenowy. Za pełen obiad z  całym stołem przystawek, napojami zapłaciliśmy nie całe 25 złotych. Z bogatej karty dań mogliśmy wybrać takie przysmaki jak baranie jądra lub mózg… ja osobiście nie zagalopowałem się, aż tak daleko i zdecydowałem się na kabab w sosie wiśniowym … przepyszny. Podczas kolacji rozmawialiśmy z Ranim na temat naszego wyjazdu. Zaproponował, że za darmo będzie naszym przewodnikiem po Syrii, i pomoże ze wszystkim.  Podczas dyskusji dowiedzieliśmy się, że nasz nowy znajomy jest moim rówieśnikiem i urodził się w Bagdadzie. Później opowiedział nam historię swojej rodziny, która naprawdę była bardzo burzliwa i myślę że ten blog to nie właściwe miejsce do jej opisywania.

Po kolacji Rani zaprosił nas na imprezę „powitalną” do swojego kolegi. Wszyscy poszliśmy do sklepu monopolowego. I tutaj tak właściwie zaczęła się zabawa. Możecie sobie tylko wyobrazić moje oczy, gdy dowiedziałem się ,że za butelkę whiskey (0,75l) mam zapłacić tylko 150 Syp czyli w przeliczeniu około 9 zł , a za paczkę Lucky Strikeów około 3zł … i muszę tutaj dodać, że w cale nie były to produkty z najniższej półki. Z „bananem na twarzy” zabraliśmy swoje zakupy i skierowaliśmy  w stronę starego miasta.

Aleppo nocą zrobiło na mnie niesamowite wrażenie.  stromymi podejściami pieliśmy się do góry. Mimo późnej pory dookoła biegało pełno dzieci, które za wszelką cenę starały  się wyżebrać od nas jakieś drobne. Rani opowiedział nam, że w starym mieście , znajduje się tysiące opuszczonych domów sprzed wielu setek lat, które teraz są zamieszkiwane przez bezdomnych z całego kraju. Stare Allepo było wielopoziomowym tworem, który trudno opisać słowami. Gdzieś pod nami , na poziomie niżej rozciągał się gigantyczny souq ( czyli Arabski targ) który mieliśmy zwiedzać w przeciągu następnych kilku dni. W jasnym świetle księżyca w pełni, wędrowaliśmy przez labirynt ciasnych uliczek. Nie raz przechodziliśmy niskimi długimi pasażami. Po kilkunastu minutach marszu doszliśmy do hotelu przyjaciela Raniego. Tam mieliśmy naszą pierwszą imprezę.

Po zakończeniu zabawy, pełnej alkoholowych gier i dziwacznych rozmów na wszelkie tematy, Syryjczycy zaproponowali nam odwiezienie do hotelu. I myślę, że w tym momencie jest właściwy czas żeby dokonać pierwszego porównania Syrii z Turcją.  Wiele razy podkreślałem, że na Tureckich drogach panuję wolna Amerykanka, ale w porównaniu z Syrią to mały pikuś. To co się dzieje na ulicach Syryjskich miast to największy komunikacyjny hardkor jaki w życiu widziałem. W 12 osób wracamy 5 osobową Toyotą… (nasz rekord w Turcji – 8 osób w Focusie). Ja i Mateusz jechaliśmy w bagażniku. dziewczyny z dwoma Syryjczykami w wewnątrz auta. Mężczyzna musiał dopychać nasze koleżanki żeby zamknąć drzwi. Po kilku minutach drogi zaczyna nam się robić duszno. Gdy stanęliśmy na światłach Mateusz otwiera bagażnik  i wyskakuje z niego. Okazuje się, że a za nami stoi Policja… która w ogóle nie reaguje na tą kuriozalną sytuację. Na szczęście bezpiecznie wraciliśmy do hotelu… Czegoś takiego w życiu nie przeżyłem i pozostawię to bez komentarza !

3. Poranek dnia drugiego – zwiedzanie Aleppo

Trochę się rozpisałem, więc teraz dla rozluźnienia kilka zdjęć z Aleppo

(1) Mieszkaniec Aleppo na jednej z ulic w centrum miasta

(na drugim planie Kino)

(2) Młodzież z Aleppo

(3) Sprzedawca na jednej z ulic

(4) Twierdza w Allepo

(5) Mężczyzna czytający Koran (?) przed wejściem do twierdzy

Pierwszym punktem zwiedzania Aleppo miał być stary szpital dla obłąkanie chorych. Jednak za nim dostaliśmy się do niego , musieliśmy przejść przez labirynt uliczek. Miasto od samego rana tętniło życiem, mijaliśmy tysiące sklepów i obwoźnych sprzedawców. Moją uwagę przyciągnęła ogromna wieża zegarowa usytuowana nieopodal centrum miasta.

Anegdotka 1

prawie 3 lata temu (2008 rok), w Aleppo było bardzo niebezpiecznie. Po mieście grasowali gangsterzy i atakowali sklepy ze złotem i kantory (których w Syrii jest wyjątkowo dużo) . Rani opowiadał nam, że do jego sąsiada włamało się kilku bandziorów, okradli sklep, którego był właścicielem a cała rodzinę zabili. Sytuacja zaczęła robić się wyjątkowo niebezpieczna, napady powtarzały się bardzo często a ulice spłynęły krwią. Do miasta ściągnęły odziały policji z całego kraju i wypowiedzieli otwartą wojnę Mafii. Podczas wielu strzelanin zginęło mnóstwo przestępców, ale kilku udało się złapać (z tego co pamiętam z opowieści to 5) . Wszystkie rodziny pokrzywdzonych zebrały się przed wyżej wymienioną wieżą , a prezydent Syrii (o nim później) wydał wyrok śmierci. Wszyscy winowajcy zawiśli na wieży… Od tego czasu Aleppo stało się miastem niezwykle bezpiecznym. Szczerze mówiąc , gdy słyszałem tą historię , nie wstrząsnęła ona mną w ogóle… powiem więcej, gdyby w Europie w taki sposób karana bandziorów, to może było by bezpieczniej !

(6) wieża zegarowa

Zanim dostaliśmy się do szpitala psychiatrycznego, zahaczyliśmy jeszcze o jeden z najstarszych hoteli w Aleppo, w którym gościli między innymi Agatha Christie oraz Ataturk. Wnętrze hotelu było bardzo nastrojowe i myślę, że mogło być inspiracją dla wielu książek pisarki (jak i całe miasto). Droga do szpitala prowadziła przez souq, ale o nim więcej podczas opisu 7 dnia pobytu w Syrii (co za dużo na raz to nie zdrowo, więc cierpliwości!) .  Sam szpital nie zrobił na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Wiele klaustrofobicznie ciasnych pomieszczeń , długie ciemne korytarze, trochę dziwacznych narzędzi medycznych… ciekawe, ale widziałem w swoim życiu lepsze rzeczy. Dalej udaliśmy się do fabryki, jednego z największych dóbr Aleppo, a mianowicie mydła. Kosmetyk wykonywany jest tylko 3 miesiące do roku, wyłącznie z naturalnych składników. Dobre mydło musi leżakować 8 lat, wtedy nabiera odpowiedniego koloru i nadaje się do sprzedania.

Przed obiadem, poszwendaliśmy się jeszcze trochę po Aleppo, odwiedziliśmy kilka historycznych miejsc. Meczet oraz wypiliśmy herbatę pod zamkiem, zwiedzanie twierdzy zostawiliśmy sobie na później. Kolejnym punktem pobytu w Syrii było zwiedzanie bazyliki świętego Szymona Słupnika, ale o tym w kolejnym wpisie…

Na zakończenie kilka zdjęć z  uliczek…

(7) chłopiec grający w piłkę w fosie zamku

(8) tradycyjny Syryjski „nalewacz” herbaty

… ciąg dalszy nastąpi

Reklamy

7 Responses to Syria 22 – 29 Listopada 2010 // część 1

  1. Magda W says:

    Że Ci niesamowicie zazdroszczę to wiesz:) I już nie mogę się doczekać kolejnych postów:)
    Syria to moje marzenie podróżnicze (nie narty wodne w Grecji;PP). Powiedz czy Syryjczycy faktycznie są tak przyjaznym narodem?

    • bohunwturcji says:

      są bardzo przyjaźni… bardzo dużo ludzi podchodzi do ciebie na ulicy z sympatią i zaczyna rozmowę po Angielsku (!) jak widzą, że chcesz im zrobić zdjęcie to zaczynają pozować z uśmiechem na twarzy … ale będę o tym jeszcze pisać 🙂 Kurde, tyle sie tam wydarzyło , że nie wiem za co sie zabrać … a chce to szybko skończyć bo w planach kolejne wycieczki !

      • Magda W says:

        Super! Z fascynacją czytam kolejne wpisy 🙂
        A czy Ty widziałeś jaką piękną, elegancką i wykształconą pierwszą damę mają Syryjczycy? To taka syryjska Rania, można myślę w ten sposób porównać. W ogóle bardziej wyemancypowane kobiety w krajach arabskich są niezwykle eleganckie. Ciekawe kiedy w naszej „jaśnieoświeconej” ojczyźnie trafi się nam taka pierwsza dama?;)

    • bohunwturcji says:

      Tak… wiem 🙂 poczytałem trochę o Syrii… nawet jak byliśmy w Damaszku to w tym samym czasie było spotaknie Pani Prezydent Indii (Pratibha Patil) z władzami Syrii 🙂 i była też ta pierwsza dama

  2. Pati says:

    Bohun…to jest niesamowite!!! jak to czytam to chcę być też tam, zwiedzać z wami! zazdroszczę Ci bardzo i czekam na ciąg dalszy!!!! pozdrawiam

  3. Jacek says:

    Ekstra człowieku ekstra! 🙂 Pozdrawiam P. Bohunie i zresztą całą ekipę. Jako wielki fan Twoich wpisów czekam na resztę.

  4. m@koomba says:

    Super, czekam na dalsze wpisy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: