Wycieczka nad Rzeke Eufrat oraz inne poboczne wydarzenia


Po zakupie biletu na samolot (ponad 100 Euro) oraz wpłaceniu pieniędzy za akademik (4 miesiące – 400 Euro) zdaliśmy sobie sprawę, że jednak nie mamy, aż tylu funduszy, żeby sobie swobodnie podróżować  (a tym bardziej imprezować : cena piwa w sklepie  – ok 5 zł , wódka około 50 zł za 0,7 l ). Więc ostatnimi czasy decydowaliśmy się raczej na skromniejsze wycieczki. (plany dalej mamy dość poważne – Kapadocja, Syria, Liban).  Chyba najważniejszym wypadem ostatnich dwóch tygodni była wycieczka nad rzekę Eufrat (7.11.2010) … Tak, tak to właśnie ta rzeka o której uczyliśmy się w szkole na historii przy Mezopotamii i pierwszych cywilizacjach. Autobusem dojechaliśmy do niewielkiego miasta Nizip.  I naprawdę, Gaziantep w porównaniu do tego liczącego niecałe 100tyś mieszkańców miasteczka jest wspaniałą, cywilizowaną metropolią… Takiego hardkoru to dawno nie widziałem. Jak dowiedziałem się później jeżeli chcę zobaczyć ulice spływające krwią podczas święta Bajram (święto poświecenia, wypadające gdzieś w połowie listopada) to właśnie tutaj. W Gaziantep podobno zabijanie owiec  na ulicy jest zabronione. Dla tych którzy nie wiedzą co to za święto, pokrótce wyjaśnię. Każda muzułmańska rodzina zabija owce w rytualny sposób, przez poderznięcie jej gardła, w kierunku Mekki. Przed rytuałem należy obmyć się 5 razy. Mogłem coś przekręcić ale generalnie o to w tym wszystkim chodzi. 1/3 mięsa zostaje przekazana biednym ludziom. Idea jest szlachetna, ale wykonanie może, nie jednego przyprawić o dreszcze. W cywilizowanych miastach są specjalne pomieszczenia do ubijania biednych owieczek , ale na wsiach czy mniejszych miastach, ludzie „poświęcają” owce, przed wejściem do swoich domów. Podobno niekiedy całe ulice spływają krwią zarzniętych owieczek… To tak w ramach spoilera, zapewne za trochę ponad tydzień, na blogu pojawi się obszerniejsza relacja z tego muzułmańskiego święta. Ale wróćmy do tematu. Autobusem dojechaliśmy w okolicę zapory, tam przesiedliśmy się na statek który zabrał nas w rejs po Eufracie.  Zapora jest dość nowa, jej budowa została rozpoczęta w 1985 roku. Aż 9 miejscowości musiało zostać zalanych gdy konstrukcja została ukończona. I tak jak widać na zdjęciach poniżej, z wody wystają minarety i zalane domy. W niektórych z nich nawet mieszkają ludzie. I to była chyba najciekawsza część wycieczki. Naprawdę spodziewałem się dużo , dużo więcej po tej legendarnej rzece… I osobiście odradzam tą wycieczkę. Jedyne z czego byłem w pełni zadowolony to pogoda. Czyste niebo, temperatura ponad 25 stopni, coś pięknego… Koledzy z akademika nawet zdecydowali się na kąpiel.

Przez ostatnie dni po mojej głowie chodzi jedno bardzo istotne pytanie , jaka właściwie jest tutaj pora roku? Kaloryfery w akademiku grzeją 24 godziny na dobę. W nocy musimy otwierać okna na oścież bo ciężko jest wytrzymać . Oczywiście , zdażają się chłodniejsze dni (i wbrew pozorom zimne noce) ale z tymi kaloryferami to lekka przesada. Ja osobiście chodzę po uniwersytecie w krótkich spodenkach, czasem Turcy krzywo się na mnie patrzą , ale nie będę się katował jak na polu są tak wysokie temperatury.

(1) płot odgradzający przystań od zapory (oraz obowiązkowe śmieci)


(2) Klarownie czysta woda rzeki Eufrat (o dziwo)

(3) zalana miejscowość

(4) Minaret

Ostatnimi czasy zajęcia na uczelni zaczęły nabierać rumieńców. Mamy coraz więcej zadań  domowych, projektów, prezentacji oraz pojawiły się pierwsze kolokwia. Tak więc nie było za wiele czasu na zwiedzanie. Poniżej załączam niewielką porcję  tego co udało mi się zaobserwować podczas spacerów po Gaziantep.

(5) Paradise” – jeden ze sklepów niedaleko centrum miasta

„Inaczej niż w raju”- widzieliście ten film ?

(6) Nie, to nie slumsy, to jedna z uliczek w centrum miasta

(zdjęcie zrobione przy zachodzącym słońcu, dlatego takie ciemne – uprzedzam pytania)

(7) kolejna wycieczka na bazar, jak widać , nie tylko Tureckie rękodzieło można tam kupić

(8) jak wyżej

(9) jedna z ciasnych, krętych uliczek Gaziantepu, nocą

(10) Jeden z wielu ulicznych straganów


ZOO (31.10.2010)

W ramach poznawania Gaziantepu, jednego dnia wybraliśmy się do tutejszego ZOO. Szczerze mówiąc, bez fajerwerków. Była żyrafa, były niedźwiedzie i inne małpy też były. Ogólnie rzecz biorąc, nic ciekawego i nadzwyczajnego. Jako ciekawostkę mogę dodać  że Lew po Turecku to Aslan. Dla tych bardziej oczytanych, może to nasuwać skojarzenia z „Opowieścami z Narnii”. Poniżej tylko jedno foto… …I na koniec zdjęcie panoramy pustyni, zrobionej na obrzeżach Gaziantep.

(12) Panorama

po więcej fotek odsyłam na mojego Facebooka.

Do usłyszenia !

Reklamy

4 Responses to Wycieczka nad Rzeke Eufrat oraz inne poboczne wydarzenia

  1. Michał says:

    Świetna galeria. Dotarliście tam, gdzie my nie mieliśmy już czasu podpłynąć. W samym Rumkale nie byliście?

    • bohunwturcji says:

      No właśnie , okazało się, że statek który załatwiliśmy płynie tylko połowę drogi do Rumkale ;/ więc dlatego byłem bardzo rozczarowany… ale ja osobiście napewno do Rumkale się wybiorę. Bo muszę to miejsce zobaczyć! nie ma bata !!!!!!!!!!!!!

  2. Michał says:

    Dziwne… toć to rzut beretem, zwłaszcza dla statku, gdzie nie trzeba pedałować ;). Daj znać czy w najbliższy weekend mam oczekiwać Waszej rewizyty w Adanie!

  3. Pingback: …life goes on in Gaziantep « Bohun conquers Turkey

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: