Istanbul 20-24 Październik 2010 // część 1

Ahh (!) , ten Istambuł… w głowie mam tyle myśli, że nawet nie wiem od czego zacząć. Na konferencji działo się tak wiele  rzeczy, że postanowiłem podzielić moją relacje na dwie albo nawet trzy części. Dzisiejszy wpis będzie dotyczył pierwszych dwóch dni wyjazdu.

Wszystko zaczęło się w środę, 20 października. Za nim udało nam się złapać samolot do Istambułu, niestety musieliśmy iść na zajęcia, na które (mimo, że wydział mamy może z 200 m od akademika) oczywiście się spóźniliśmy. Po wyjątkowo długich, ale mimo wszystko ciekawych zajęciach z przedmiotu Geotechnical Exploration, biegiem wróciliśmy do pokojów, żeby dokończyć pakowanie i załatwić ostateczne sprawy przed wyjazdem. Nie potrzebny był nasz pośpiech ponieważ, po przyjeździe na lotnisko, okazało się, że samolot był spóźniony ponad 40 minut. Gdy w końcu udało nam się wejść na pokład (wszędzie bramki !) ,  Turkish Airlines rozpieściło nas zestawem obiadowym. Firma reklamuje się hasłem „best food in economy class” (czy jakoś tak) … i coś w tym naprawdę jest ! Podczas lotu, widoczność była naprawdę niezła, szkoda tylko, że przez upaćkane szyby (jak stół na TVN), zdjęcia wyszły dość słabo. Po około 80 minutach  ( trochę ponad 900 km) wylądowaliśmy na lotnisku Ataturka w Istambule. Lotnisko było o wiele większe od tego na którym byliśmy dokładnie miesiąc temu (Sabiha Gokcen). Samolot po wylądowaniu jechał chyba  z 10 minut do terminalu. Na pasach startowych stały dziesiątki samolotów z najróżniejszych krajów. Naprawdę był to niesamowity widok, który dodatkowo podkreśliły promienie zachodzącego słońca.

(1) Cieśnina Bosforska przez upaćkaną szybę

Po wyjściu z lotniska, złapaliśmy taksówkę. I tu niestety nie było niespodzianek. Jechaliśmy w 6 osób (z kierowcą) w 5 osobowej taksówce, oczywiście wszyscy bez pasów… pewne rzeczy w Turcji, nawet w Istambule, najbardziej Europejskim mieście pozostają bez zmian. Podróż do hotelu trwała dłużej niż przelot samolotem, mimo, że było już stosunkowo późno w mieście panował jeden wielki korek. Jak będzie nam się później dane dowiedzieć, Istambuł jest wiecznie zakorkowany, nawet w środku nocy. Ale trudno się dziwić… w zasadzie nikt nie potrafił powiedzieć ile osób mieszka w mieście. Jedni mówili że 12 milionów inni, że 20 … trudno jest powiedzieć, bo wiele osób które tu przyjeżdża, nigdzie się nie melduję. (biorąc pod uwagę to co do tej pory widziałem w Turcji, nie zdziwił bym się jakby obywatele nie mieli takiego obowiązku). Z taksówki obserwowaliśmy rozświetlone miasto. gdzieś tam na horyzoncie wyrastały drapacze chmur i minarety. Jednak to co najbardziej przykuło moją uwagę to most bosforski (o tej wspaniałej konstrukcji, potem). Jak się później okazało , nasz hotel leżał dosłownie w najbliższym sąsiedztwie mostu. Gdy wymęczeni, wysiedliśmy z samochodu spotkało nas pierwsze wielkie (niezwykle przyjemne!) zaskoczenie. Organizatorzy zafundowali nam pobyt w 5 gwiazdkowym hotelu. Powiem tyle : wielkie WOW !  Z mojego pokoju miałem widok na Meczet Ortaköy, przepiękny budynek, który zaraz za Hagia Sofią jest jedną z najważniejszych wizytówek miasta. Pierwsze co zrobiliśmy po rozpakowaniu bagaży to wycieczka pod meczet (oraz most) i sesja zdjęciowa:) Poniżej malutka próbka.

(2) Meczet Ortaköy oraz most Bosforski nocą

(3)  most Bosforski i fragment meczetu

(4) Sami wiecie kto


Po powrocie z wycieczki i kolacji w Burger Kingu (jak już wcześniej wspominałem , BK jest najpopularniejszym fast foodem w Turcji) spotkaliśmy pozostałych uczestników konferencji. Ku naszemu zdziwieniu okazało się że Polacy stanowią spora część grupy. I w zasadzie w tym momencie, cały wyjazd przerodził się w przygodę typu „Drink & Travel„. Po wyciecze do pobliskiej knajpy i kilku integracyjnych piwkach okazało się , że większość ludzi się zna przez kogoś albo w jakiś inny dziwny sposób (takie osoby jak Michał Trzcinka czy Barbara Sekulska nie były tu obce). Jak to zazwyczaj u studentów bywa, po chwili namysłu po piwie namysłu stwierdziliśmy że nie warto marnować pieniędzy na knajpę i trzeba się udać na konsumpcję do pokoju hotelowego… dalsza część historii jest już chyba jasna, dlatego w tym momencie przejdę do innego tematu 🙂

czwartek

Konferencja w której wzięliśmy udział, składała się z serii spotkań oraz zwiedzania Istambułu. W konferencji brali udział studenci z 18 Tureckich miast, którzy są, albo byli na Erasmusie (około 30 obcokrajowców i 40 Turków). Z każdego miasta po 4 studentów. Zajęcia zaczęły się w czwartek rano. Po ciężkiej pobudce udaliśmy się na dach hotelu, żeby zjeść  śniadanie. Zaraz koło restauracji znajdował się taras z basenem, z którego było widać most bosforski. Nie wiem co Politechnika zrobiła z moim mózgiem, ale tak naprawdę to właśnie ten most podobał mi się najbardziej z całego Istambułu. Jak by ktoś nie wiedział to ta wspaniała konstrukcja łączy Azję i Europę.  Jeżeli kogoś interesuję to można poczytać co nieco tutaj. Każdą wolną chwilę w przerwach między kolejnymi etapami konferencji spędzałem na oglądaniu mostu albo robieniu jego zdjęć. Niektórzy nawet śmiali się, że chyba mam z tym jakiś problem 🙂

(5) Most Bosforski, widok z tarasu hotelowego

Co mogę powiedzieć o samej konferencji. Dla kogoś kto studiuje stosunki międzynarodowe ( albo coś  w ten sens) , na pewno te spotkania mogły by być niezwykle interesujące. Dla mnie były po prostu okej… trochę nudne, ale momentami ciekawie się słuchało. Jeden z wykładów prowadził jakiś nawiedzony Brytyjski historyk, który zachowywał się trochę jak by był po amfetaminie. Generalnie to nie ma się co rozpisywać, jak ktoś czytał post z Eskisehir to wie o co chodzi, bo było dokładnie tak samo  …  Po obiedzie udaliśmy się na szybką przechadzkę po Istambule i tu dopiero odstawiliśmy niezłą Japonię. poniżej efekty.

(6) Wnętrze meczetu Ortaköy

Pierwszy raz w życiu byłem w środku meczetu. Było to niezwykle ciekawe przeżycie. Jak widać powyżej, w środku nie ma ołtarza, ani żadnych świętych obrazów … tylko tablice z imieniem Boga (?). Przed wejściem należy ściągnąć buty (obmyć się). O innych zwyczajach nie będę się rozpisywać bo nie chce popełnić żadnego fo pa , jak kogoś interesuje to można sobie wygooglować

(7) meczet oraz most za dnia

(8) „pamiątki” które można kupić przed meczetem

(po prawej stronie cyganka z Gaziantepu)

(9) Nasze Polskie post-komunistyczne „gównienko” w porównaniu z Mostem Bosforoskim

(10) spojrzenie na most z drugiej strony

(11) Panorama

kliknij w obrazek aby powiększyć

Wieczorem czekała nas kolejna niespodzianka, organizatorzy zabrali nas do klubu na specjalnie przygotowany dla nas koncert. Zespół nazywał się Dolapdere Big Gang i w głównej mierze grali zagraniczne covery na Turecką nutę. Wszyscy Turcy twierdzili, że kapela jest bardzo popularna wśród studentów. Wiec moje pierwsze skojarzenie było z Polskim Happysadem czy innym tego (niezbyt dobrego) typu zespołem. Ale muzyka tam nie była najważniejsza… mogliśmy wypić za darmo tyle alkoholu ile nam się podobało. Więc raczej nie muszę opisywać co się działo później (!).   Z anegdotek mogę przytoczyć rozmowę z Litwinką , która uświadomiła nam jakie jest zdanie jej rodaków o Polsce. A mianowicie, Litwa była pod zaborem Polskim, a pomniki Mickiewicza to sobie możemy najchętniej zabrać.  Po koncercie wróciliśmy do hotelu i jak ktoś chciał to mógł się wybrać na przekąskę. Niestety o tej porze Burger King był już zamknięty i jedynym lokalem w którym można było coś zjeść było „Sampiyon Kokorec”… czyli Turecki Fast Food z… wnętrznościami kozy. Było mi dane spróbować na przykład zupę z żołądka kozy (strasznie kwaśna, aż do tej pory czuję smak soku żołądkowego) albo kanapkę z flaczkami… wtedy wydawało mi się, że spróbowanie tych „przysmaków” było dobrym pomysłem…

(12) Dolapdere Big Gang


I tym wydarzeniem zakończył się mój drugi dzień pobytu w Istambule… a to dopiero początek wrażeń. Niedługo kolejny wpis, Zapraszam !

 

Tutaj można posłuchać wypocin kapelki o której wspominałem wcześniej (smoke on the water)

 

-> TUTAJ <- więcej zdjęć z pierwszych dwóch dni konferencji

Reklamy

2 Responses to Istanbul 20-24 Październik 2010 // część 1

  1. Magda W says:

    Ale wypas!! Ja chce na Erasmus do Turcji!! :)))

  2. Kasia K. says:

    Super, że prowadzisz tego bloga 🙂 powinni Ci płacić za reklamowanie Istambułu hehe
    a co do Litwinki, to wiesz, też mogłeś jej powiedzieć co myślimy o Kownie 😛 i o komunistycznym hotelu Metropolitan haha

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: