Pierwszy miesiąc na Erazmusie – podsumowanie


Dziś o godzinie 2:00 w nocy minie miesiąc od momentu w którym rozpoczęła się moja wielka przygoda z Erasmusem. Nowy (drugi) miesiąc rozpocznę z wielką pompą i fajerwerkami, a mianowicie wycieczką do Istambulu(!) . Miasta, o którego odwiedzeniu marzyłem już od dłuższego czasu. Po powrocie zapewne dodam wiele materiałów . Dlatego w ramach zakąski, postanowiłem napisać posta podsumowującego pierwszy miesiąc. Oprócz wycieczek do Alanii oraz Eskisehir działo się tu naprawdę wiele. Poniżej przedstawiam małe podsumowanie najważniejszych wydarzeń.

Gaziantep znacznie różni się od innych miejsc w których odbywa się Erazmus. Tutaj w odróżnieniu od Europejskich miast jest tylko kilkunastu „Erazmusów” (około 20), za to,  na uniwersytecie można spotkać wielu zagranicznych studentów, głownie z Azji oraz Afryki. W szczególności na naszym wydziale jest ich mnóstwo. I takim o to sposobem mamy kolegów z Madagaskaru, Mongolii, Nigerii , Iranu, Iraku  i innych „hardkorowych” miejsc. (to o wiele ciekawsze niż banda Włochów czy Hiszpanów o trudnej do odgadnięcia orientacji seksualnej, nieprawdaż?!)  Ciekawostką jest to , że na naszym Uniwerku, tylko zajęcia ze studiów inżynierskich oraz medycyny są po angielsku, reszta przedmiotów wykładana jest po Turecku.  Ale wracając do tematu… władze uczelni, zorganizowały spotkanie zagranicznych studentów, które miało na celu integracje obcokrajowców.  Na początku zostaliśmy zaproszeni do rady miasta, gdzie przywitano nas standardową  nudną pogadanką. Następnie szybki obiad i zwiedzenia miasta. W centralnym punkcie Gaziantepu stoi niezwykle interesujący zamek oraz zabytkowa łaźnia turecka, jednak z powodu zbyt dużej ilości studentów nie było nam dane zwiedzanie tych obiektów (na pewno wybiorę się tam w najbliższej przyszłości).  Zabrano nas za to do ekstremalnie nudnego muzeum historii miasta, gdzie poza kilkoma fotkami i kiczowatymi kukłami przedstawiającymi rodowitą ludność Gaziantepu nie było tam nic godnego uwagi. Na zakończenie dnia udaliśmy się do największej galerii handlowej w mieście – Sanko Park. Centrum nie wiele różni się od tych które znamy z Polski , drobną różnicą jest bramka przy wejściu (dokładnie taka sama jak na lotnisku! ) na której strażnicy kontrolują czy nie wnosi się żadnej broni, itp. Podobno jest to konieczne … trudno się dziwić biorąc pod uwagę położenie geograficzne Gaziantepu. W mieście jest kilka centrów handlowych, w tym znane z Polski M1. Ciekawostką jest to, że obok galerii  znajduję się tzw. „M2” czyli tutejsza agencja towarzyska. Ale wracając do tematu … rzecz która najbardziej mną wstrząsnęła, to totalny „syf”  (to najwłaściwsze słowo) we wszelkiego rodzaju restauracjach typu Mc Donald, Burger King, itp. Turcy  nie sprzątają po sobie, zostawiają śmieci (zdjęcie 5) , a kolejni klienci, jeżeli mają kaprys to czasem je przekładają na inny stolik , a jak nie , to jedzą z tym co zostało po poprzednikach. Ja rozumiem, że Polaków można posądzać o to, że lubimy sobie chlupnąc, ale Turcy brudasami w mojej opinii są i chyba nic tego nie zmieni.

Poniżej kilka fotek  z wycieczki :

(1) Zamek i łażnia Turecka  w centrum Gaziantepu

(2) figury tureckich żołnierzy na murze obronnym zamku

(3) koleżanki z uniwerku

(4) Sanko Park

(5) Fast Food po turecku (tzw. „syf, kiła i mogiła”)

(6)Jedna z uliczek w centrum miasta


Kolejnym ważnym wydarzeniem które miało miejsce w ubiegłym miesiącu był „Efes Blues Festival” , największa tego typu  impreza w Gaziantepie.  Niestety nasze miasto nie jest kulturalnym pępkiem Turcji… prawdę mówiąc, to z kulturą nie ma zbyt wiele wspólnego.  Ale nie ma co narzekać! Festiwal ( o dziwo! ) nie wiele różnił się od tego typu imprez w Polsce. Było piwo Efes (nawet nie rozwodnione!), było trzech zagranicznych wykonawców, nawet publiczność dopisała! A to wszystko za 15 TL (~ 30 zł ). W zasadzie to nie ma co opisywać, no może poza zaprzyjaźnionym Turkiem którym odwoził nas autem, w stanie wyjątkowej nietrzeźwości (porażka!). Zresztą ten precedens tutaj to chleb powszedni. Jak już opisywałem we wcześniejszych postach na Gaziantepskich drogach dzieją się dantejskie sceny! 8 osób w aucie zarejestrowanym na 5 nie robi na nikim wrażenia, podobnie jak jazda z podwójną ciągłą pomiędzy kołami. A o zapinaniu pasów  bezpieczeństwa to chyba nikt tutaj nie słyszał. Ale na koniec tego akapitu powróćmy na chwilę do kwestii muzyki. Turcy są wyjątkowo zamknięci na wszelkiego rodzaju „sztukę”, która nie jest w ich rodowitym języku. I nie mówię tu o jakiejś skomplikowanej muzyce alternatywnej, tylko o najpopularniejszych zespołach. Jak przychodzimy na imprezę i puszczamy MTV (tak , tak , w Turcji na MTV lecą zagraniczne piosenki zamiast durnych programów!) to ludzie patrzą się na nas co najmniej dziwnie . Ale przyjechałem tu, nie po to żeby słuchać swoich ulubionych wykonawców, ale żeby poznawać nowa kulturę… no i poznałem takie kwiatuszki jak TO. Jak się komuś nudzi to może sobie przesłuchać, oczywiście  na własną odpowiedzialność !

(7*) Efes Pilsen Blues Festival @ Gaziantep

Poza tym, w naszym akademiku dzieje się  naprawdę bardzo dużo ! Ale raczej nie będę się rozpisywał , bo jak już wcześniej wspominałem , nie mam zamiaru opisywać tutaj swoich alkoholowych przygód (o tym pogadamy po powrocie!). Ale wracając do tematu, to do ważnych wydarzeń na pewno należy zaliczyć obiad Polsko – Turecki.  Zaprosiliśmy najbliższych Tureckich przyjaciół (kanka) na skromny poczęstunek – barszcz czerwony, krokiety, kotlet z ziemniakami , racuchy. W zamian nasi znajomi odwdzięczyli się tradycyjnym Tureckim obiadem. Ciężko mi napisać nazwy potraw które tam konsumowaliśmy, ale były naprawdę bardzo smaczne ( i bardzo pikantne , jak wszystko w Gaziantep).  W najbliższym czasie na moim blogu postaram się zamieszczać posty tematyczne. Na pewno jeden z nich będzie dotyczył Tureckiej ( Gaziantepskiej) kuchni !

(8*) Tradycyjny Turecki obiad

Musze już kończyć, bo miał być tylko post „zapychacz”,  a troszeczkę się rozpisałem…   Mimo, że odrobinkę narzekam (kolejna wada Polaków, którą bardzo łatwo zauważyć przy zetknięciu z innymi kulturami) to uważam, że Turcja jest genialnym miejscem na spędzenie Erazmusa! Ludzie życzliwi i pomocni tak jak nigdzie indziej !  Przez pierwszy miesiąc poznałem mnóstwo wspaniałych ludzi i  miejsc! Przede mną jeszcze 3 miesiące studiów w Turcji, więc jeszcze wiele postów zamieszczę na tym blogu.  Teraz lecę pakować plecak , bo jutro o 15 trzeba łapać samolot do Istambulu…

Do usłyszenia za około tydzień  !

*zdjęcie 7 i 8 dzięki uprzejmości kanka z akademika

więcej zdjęć z „International students meeting” tu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: